Samo posiadanie celu finansowego nie oznacza więc jeszcze, że mamy plan jego osiągnięcia. I właśnie na tym etapie najczęściej zaczynają się problemy.
Widzę to również w pracy z finansami osobistymi. Często nie brakuje nam ani ambicji, ani świadomości, że „powinniśmy coś zrobić”. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba przełożyć odległy cel na decyzję, którą podejmujemy w zwykły wtorek: przelać pieniądze, zrezygnować z innego wydatku albo trzymać się wcześniejszego planu mimo zmiany sytuacji.
1. Cel finansowy jest życzeniem, a nie konkretną decyzją
„Chcę więcej oszczędzać” nie mówi jeszcze, co masz zrobić
„Chcę odkładać więcej pieniędzy”. „Muszę pomyśleć o emeryturze”. „Za kilka lat dobrze byłoby kupić większe mieszkanie”…
Wszystkie te zdania opisują kierunek, ale żadne nie daje jeszcze instrukcji działania. To trochę tak, jakby wpisać do nawigacji „chcę pojechać gdzieś nad morze”. Kierunek mniej więcej się zgadza, tylko nadal nie wiadomo dokąd jedziemy, którą drogą i kiedy właściwie mamy wyjechać.
W finansach taka nieprecyzyjność jest szczególnie zdradliwa. Cel może siedzieć nam w głowie przez kilka lat i dawać poczucie, że przecież o swojej przyszłości myślimy. Tymczasem nie idą za nim regularne decyzje finansowe.
Jeżeli mówisz: „chcę zbudować poduszkę finansową”, pierwsze pytanie brzmi: jaką konkretnie kwotę chcesz zgromadzić? Potem pojawiają się kolejne: ile już masz, ile brakuje, w jakim czasie chcesz tę różnicę uzupełnić i jaka miesięczna wpłata jest do tego potrzebna?
Podobnie wygląda to przy większych celach. „Chcę zabezpieczyć emeryturę” jest intencją. „Chcę do określonego wieku zgromadzić kapitał X i w tym celu co miesiąc przeznaczać Y zł” zaczyna przypominać plan.
I tu pojawia się ważny element psychologii finansów. Człowiek może naprawdę czegoś chcieć i jednocześnie miesiącami nic z tym nie robić. Badania nad realizacją celów pokazują, że sama intencja nie gwarantuje zmiany zachowania. Pomaga dopiero przełożenie jej na konkretne działania i sytuacje, w których mają zostać wykonane.
Jak zamienić finansowe „chcę” w cel, który prowadzi do działania
Załóżmy, że chcesz zgromadzić 30 000 zł poduszki finansowej. Masz już 12 000 zł, więc brakuje Ci 18 000 zł. Chcesz zebrać tę kwotę w ciągu 18 miesięcy.
Nagle abstrakcyjne „muszę więcej oszczędzać” zmienia się w około 1000 zł miesięcznie.
I dopiero teraz zaczyna się prawdziwe planowanie. Możesz sprawdzić, czy taka kwota pasuje do Twojego budżetu. Jeśli nie, masz kilka zmiennych, którymi możesz zarządzać: wydłużyć termin, zmienić miesięczną kwotę albo poszukać dodatkowych środków. Podejmujesz decyzję na podstawie liczb.
Lubię również dokładać do liczb odpowiedź na pytanie: po co mi właściwie ten cel? 30 000 zł na rachunku samo w sobie może nie budzić większych emocji. Ale możliwość spokojnego utrzymania rodziny przez kilka miesięcy w przypadku utraty części dochodów już znaczy coś konkretnego.
To ważne, ponieważ cele finansowe konkurują z przyjemnościami dostępnymi tu i teraz. Wyjazd, nowy telefon czy kolacja ze znajomymi dają nagrodę natychmiast. Korzyść z pieniędzy odkładanych na cel odległy o dziesięć lat jest znacznie mniej namacalna. Dlatego dobry cel potrzebuje nie tylko liczby i terminu, ale również osobistego znaczenia.
Przeczytaj więcej o: wyznaczaniu celów finansowych, które da się osiągnąć >

2. Cel finansowy jest oderwany od realnego budżetu
Plan na papierze może wyglądać świetnie, dopóki nie zderzy się z codziennością
Drugi problem pojawia się wtedy, gdy matematycznie wszystko się zgadza, ale plan nie uwzględnia prawdziwego życia. Wyobraź sobie, że zarabiasz 10 000 zł miesięcznie i postanawiasz odkładać 3000 zł. Na papierze wygląda to ambitnie i konkretnie. Problem w tym, że po opłaceniu mieszkania, rachunków, jedzenia, transportu, kosztów związanych z dziećmi i pozostałych zobowiązań w przeciętnym miesiącu zostaje Ci 1800 zł.
Możesz oczywiście przez miesiąc czy dwa odkładać 3000 zł, ograniczając inne wydatki. Tylko co wydarzy się przy pierwszym większym serwisie samochodu, wyjeździe wakacyjnym albo kilku rodzinnych uroczystościach w jednym miesiącu? Plan zacznie się rozjeżdżać.
I wtedy łatwo dojść do wniosku: „nie umiem oszczędzać” albo „znowu nie trzymałam się planu”. Tymczasem problem może nie leżeć w Twojej dyscyplinie, lecz w źle skonstruowanym planie. To rozróżnienie jest bardzo ważne. Jeżeli przez sześć kolejnych miesięcy nie jesteś w stanie realizować założenia, nie zawsze potrzebujesz większej motywacji. Być może potrzebujesz ponownie przeliczyć założenia swojego planu.
Najpierw sprawdź, ile naprawdę możesz przeznaczyć na swój cel finansowy
Zanim określisz miesięczną kwotę potrzebną do realizacji celu, zobacz, jak rzeczywiście wyglądają Twoje finanse. Nie na podstawie jednego wyjątkowo spokojnego miesiąca, tylko kilku miesięcy, w których pojawiają się również mniej regularne wydatki. To właśnie tutaj spotykają się dwa światy: „ile potrzebuję odkładać” oraz „ile jestem w stanie regularnie odkładać”.
Jeżeli pierwszy wynik to 2500 zł, a drugi wynosi 1500 zł, nie ma sensu udawać, że tej różnicy nie ma. Trzeba podjąć decyzję: zmieniam termin realizacji celu, jego wartość, strukturę wydatków albo szukam sposobu na zwiększenie nadwyżki finansowej.
Nie chodzi przy tym o stworzenie budżetu, w którym nie ma miejsca na restaurację, wakacje czy spontaniczną przyjemność. Plan finansowy ma służyć Twojemu życiu, a nie zamieniać je w wieloletnią karę za to, że masz ambitne cele.
Dobry plan powinien być wystarczająco wymagający, żeby prowadził Cię do celu, ale jednocześnie na tyle realny, żeby dało się go stosować przez wiele miesięcy lub lat. W finansach regularność zwykle robi więcej dobrego niż krótkie okresy bardzo intensywnego oszczędzania przeplatane całkowitym odpuszczaniem.
Dlatego zanim uznasz, że nie potrafisz realizować celów finansowych, sprawdź coś znacznie bardziej przyziemnego: czy plan, który sobie narzuciłaś lub narzuciłeś, rzeczywiście mieści się w Twoich realiach finansowych?
Czytaj więcej o: układaniu pierwszego planu finansowego >
3. Wyznaczasz za dużo celów finansowych naraz
Gdy wszystko jest priorytetem, nic nim tak naprawdę nie jest
Chcesz zbudować poduszkę finansową. Jednocześnie odkładasz na wkład własny, myślisz o przyszłości dzieci, chcesz nadpłacać kredyt, inwestować długoterminowo i jeszcze wymienić samochód. Każdy z tych celów ma sens. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujesz realizować wszystkie z taką samą intensywnością.
Załóżmy, że co miesiąc masz 2500 zł nadwyżki. Dzielisz ją pomiędzy pięć celów i na każdy trafia po 500 zł. Po roku zaglądasz do swoich finansów i widzisz, że na żadnym polu nie wydarzyło się tyle, ile oczekiwałaś lub oczekiwałeś. Pojawia się frustracja: przecież odkładam pieniądze, a ciągle jestem daleko od celu.
To trochę jak próba napełnienia pięciu wanien jednym kranem. Możesz co chwilę przekładać wąż z jednej do drugiej, ale długo żadna nie będzie pełna. Czasami szybsze efekty daje świadome ustalenie kolejności niż równoczesne finansowanie wszystkiego.
Nie oznacza to, że zawsze należy realizować tylko jeden cel. Niektóre działania rzeczywiście mogą i powinny przebiegać równolegle. Chodzi o coś innego: każdy cel musi mieć określone miejsce w hierarchii.
Hierarchia celów pomaga podejmować decyzje bez ciągłego poczucia rezygnacji
Podczas planowania finansów lubię rozdzielać dwie kwestie: „to jest dla mnie ważne” oraz „tym zajmuję się w pierwszej kolejności”. Ważny cel nie musi być celem realizowanym właśnie teraz.
Jeżeli masz pięć celów, spróbuj określić, który z nich ma obecnie największe znaczenie. Następnie sprawdź, które powinny być realizowane równolegle, a które mogą poczekać. Przy ustalaniu kolejności znaczenie mają między innymi termin, konsekwencje niewykonania danego celu, Twoja sytuacja rodzinna, bezpieczeństwo finansowe i dostępny kapitał.
To również zmniejsza obciążenie psychiczne. Zamiast co miesiąc zastanawiać się: „czy te pieniądze przeznaczyć na inwestycje, kredyt czy wakacje?”, masz wcześniej ustaloną zasadę działania. Nie negocjujesz ze sobą od początku przy każdej wypłacie. W praktyce może się okazać, że przez kilka miesięcy największa część nadwyżki idzie na zbudowanie odpowiedniego zabezpieczenia finansowego, a później uwolniona kwota zaczyna pracować na kolejny cel. W innej sytuacji dwa długoterminowe cele będą realizowane równolegle, ale w różnych proporcjach.
Nie istnieje jedna kolejność właściwa dla wszystkich. To, co ma pierwszeństwo u osoby prowadzącej firmę i utrzymującej rodzinę, może wyglądać zupełnie inaczej niż u osoby mającej stabilny etat, wysoką poduszkę finansową i niewielkie zobowiązania.
Dlatego nie pytaj wyłącznie: „jakie mam cele?”. Zapytaj również: „który z nich jest teraz najważniejszy i dlaczego?”. Samo podjęcie tej decyzji potrafi uporządkować finanse bardziej niż kolejna aplikacja do kontrolowania wydatków.
4. Liczysz na motywację i silną wolę zamiast stworzyć system
Motywacja świetnie rozpoczyna plan, ale słabo nadaje się do zarządzania nim przez kilka lat
Początek zwykle jest łatwy. Podejmujesz decyzję, robisz kalkulację, ustawiasz sobie cel i czujesz, że tym razem naprawdę się za niego zabierzesz. Pierwszy miesiąc: 1000 zł odłożone. Drugi: również. W trzecim pojawia się większy wydatek. W czwartym wyjazd. W piątym myślisz: „nadrobię w następnym”. I tak plan, który miał być regularny, zaczyna zależeć od tego, czy pod koniec miesiąca nadal będziesz mieć pieniądze, motywację i ochotę, żeby wykonać przelew.
To bardzo wymagający system. Nie dlatego, że jesteśmy z natury nieodpowiedzialni. Nasz mózg po prostu nie traktuje identycznie korzyści dostępnej dzisiaj i korzyści, która może pojawić się za kilkanaście lat. W ekonomii behawioralnej mówi się między innymi o skłonności do preferowania bardziej bezpośrednich korzyści kosztem tych odległych w czasie.
Jeżeli więc stawiasz naprzeciwko siebie weekendowy wyjazd i większy kapitał za dwadzieścia lat, ten pierwszy ma psychologiczną przewagę. Możesz go sobie wyobrazić. Wiesz, z kim pojedziesz, gdzie zjesz śniadanie i jak spędzisz wieczór. Twoje „ja za dwadzieścia lat” jest znacznie bardziej abstrakcyjne. Dlatego długoterminowego planu finansowego nie warto opierać wyłącznie na samokontroli.
To trochę jak ze zdrowym jedzeniem. Możesz codziennie wieczorem stawiać przed sobą dwie kolacje i testować siłę swojej woli. Możesz też wcześniej zrobić zakupy w taki sposób, żeby dobra decyzja była po prostu łatwiejsza. W finansach działa podobna zasada.
Jak ograniczyć liczbę decyzji, które musisz podejmować każdego miesiąca
Jeżeli decyzję o odkładaniu 1000 zł podejmujesz dwanaście razy w roku, dajesz sobie dwanaście okazji do zmiany zdania. Jeżeli podejmujesz ją raz i ustawiasz odpowiedni mechanizm, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Najprostszym przykładem jest automatyczny przelew wykonywany niedługo po wpływie wynagrodzenia. Najpierw realizujesz ustalony cel, a dopiero później zarządzasz kwotą, która została na pozostałe potrzeby. Nie czekasz do ostatniego dnia miesiąca, żeby zobaczyć, czy przypadkiem coś zostało.
System może być jednak szerszy niż samo ustawienie stałego zlecenia w banku. Możesz wcześniej ustalić reguły dotyczące dodatkowych wpływów. Na przykład określony procent premii, podwyżki lub nieregularnego dochodu przeznaczasz na konkretny cel. Gdy pieniądze pojawiają się na koncie, nie zaczynasz negocjacji ze sobą od zera.
Finanse, które działają przez lata, często są zwyczajnie nudne. Nie wymagają comiesięcznego zrywu, kolejnego postanowienia ani poczucia winy po gorszym miesiącu. Wymagają systemu, który wykonuje część pracy za Ciebie. Oczywiście automatyzacja nie oznacza, że masz przestać interesować się własnymi pieniędzmi. Nadal trzeba kontrolować plan i podejmować decyzje. Chodzi o to, żeby nie zużywać energii na decyzje, które zostały już wcześniej podjęte.
Im mniej razy musisz pytać siebie „czy w tym miesiącu odłożyć pieniądze?”, tym mniejsza szansa, że bieżące potrzeby za każdym razem wygrają z odległym celem.
5. Nie sprawdzasz postępów i nie aktualizujesz planu
Cel finansowy nie jest umową podpisaną raz na dziesięć lat
Możesz bardzo dobrze zaplanować cel, określić kwotę, termin i miesięczne wpłaty, a mimo to za dwa lata odkryć, że pierwotne założenia przestały pasować do Twojego życia. I nie ma w tym nic dziwnego. Zmieniają się zarobki, ceny, wydatki i sytuacja rodzinna. Pojawia się dziecko, zmiana pracy, kredyt, rozwój firmy albo zupełnie nowy pomysł na życie. Cel, który był priorytetem trzy lata temu, dzisiaj może być mniej istotny. Z kolei coś, czego wcześniej w ogóle nie było w planie, może nagle znaleźć się na pierwszym miejscu.
Plan finansowy nie powinien być więc dokumentem, który tworzysz raz, a później próbujesz realizować bez względu na wszystko.
Wyobraź sobie, że jedziesz samochodem z Katowic nad morze. Ustawiasz trasę, ruszasz i po dwóch godzinach okazuje się, że droga jest zamknięta. Nawigacja nie mówi wtedy: „niestety, plan się nie udał, wracamy do domu”, lecz wyszukuje nową trasę na dotarcie do celu.
Z finansami warto robić dokładnie to samo. Zmiana planu nie musi oznaczać rezygnacji z celu. Czasem wystarczy zmniejszyć miesięczną wpłatę. Innym razem można ją zwiększyć, bo wzrosły dochody. Być może trzeba przesunąć termin albo zmienić kolejność realizowanych celów.
Najgorszym rozwiązaniem jest trzymanie się nieaktualnych założeń tak długo, aż staną się całkowicie nierealne. Wtedy zamiast korekty często pojawia się rezygnacja.
Regularny przegląd finansów pozwala skorygować kurs, zanim porzucisz cel
Nie musisz codziennie otwierać arkusza i sprawdzać, czy Twój majątek urósł o kolejne 12 zł. Nadmierna kontrola potrafi być równie męcząca jak jej całkowity brak. Potrzebujesz natomiast regularnie przeprowadzanego etapu weryfikacji, czy plan nadal prowadzi Cię tam, gdzie chcesz dojść.
Podczas takiego przeglądu warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:
- Ile udało mi się zgromadzić od ostatniego przeglądu?
- Czy realizuję cel zgodnie z założonym tempem?
- Czy moja sytuacja finansowa albo życiowa istotnie się zmieniła?
- Czy ten cel nadal jest dla mnie ważny?
- Czy trzeba zmienić kwotę, termin albo sposób jego realizacji?
Taki przegląd daje jeszcze jedną korzyść, o której rzadko się mówi: pozwala zobaczyć postęp. Jeżeli Twoim celem jest zgromadzenie dużego kapitału w perspektywie kilkunastu lat, pojedyncza miesięczna wpłata może wydawać się niemal niezauważalna. Łatwo wtedy pomyśleć: „co właściwie zmienia te kilkaset czy kilka tysięcy złotych?”.
Dopiero gdy spojrzysz na dłuższy okres, widzisz drogę, którą masz już za sobą. A to ma znaczenie również psychologiczne. Cel przestaje być czymś istniejącym wyłącznie w przyszłości. Dostajesz dowód, że już go realizujesz.
Jak sprawić, żeby cel finansowy przestał być tylko zapisem w notesie
Jeżeli Twoje cele finansowe od kilku lat wyglądają podobnie, ale ciągle pozostają głównie planami, nie zaczynałabym od szukania kolejnej aplikacji, arkusza czy sposobu na zwiększenie motywacji. Najpierw sprawdziłabym pięć rzeczy, o których pisałam wcześniej:
- Czy cel jest konkretny?
- Czy pasuje do Twoich realnych możliwości finansowych?
- Czy wiesz, który cel ma obecnie pierwszeństwo?
- Czy masz system, który pomaga Ci działać również wtedy, gdy motywacja spada?
- I wreszcie: czy regularnie sprawdzasz postępy i aktualizujesz założenia?
To właśnie tutaj najczęściej znajduje się różnica między „chcę kiedyś” a „robię to od dwóch lat”.
Jest też jedna rzecz, którą szczególnie chcę podkreślić. Realizacja celu finansowego rzadko przebiega po prostej linii. Będą miesiące, gdy masz większe koszty. Mogą pojawić się nieplanowane wydatki. Zmieni się sytuacja zawodowa albo rodzinna. Czasem trzeba będzie zwolnić, a czasem okaże się, że możesz przyspieszyć. To nie przekreśla planu.
Nie potrzebujesz bezbłędnej realizacji planu finansowego. Potrzebujesz umiejętności wracania do niego i dostosowywania go do rzeczywistości.
Jeśli masz cele finansowe, które od dawna przesuwasz na kolejny miesiąc albo kolejny rok, nie musisz zaczynać od kolejnego postanowienia. Zacznij od sprawdzenia, dlaczego dotychczasowy plan nie działa.
A jeśli chcesz spojrzeć na swoje finanse całościowo, ustalić priorytety i przełożyć cele na konkretny plan działania, możesz umówić się ze mną na konsultację. Wspólnie sprawdzimy, gdzie jesteś dzisiaj, dokąd chcesz dojść i co rzeczywiście warto zrobić jako następny krok.

